skoti79 0 Zgłoś odpowiedź Napisano 1 Luty 2013 a może jakiś czas temu miałem wodę od tego gościa ze sklepu i było tak samo Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
akvarius 0 Zgłoś odpowiedź Napisano 1 Luty 2013 czytam Państwa posty i kompletnie nie rozumie o co chodzi sami sobie odpowiedzcie w duszy , ryby będą na kwarantannie 2 miesiące w sklepie oki i co to zmieni do rybki doliczyć koszty utrzymania ,czyli flawa 200zł + koszty 200 za prąd ,wode,karme i to wam pasuje kto zapłaci 400zł i do tego gość zabiera rybkę do domu i wrzuca z wora do akwarium bez aklimatyzacji na 2 dzień przychodzi i mówi że zdechło i teraz sprzedawca ma dać 2 w gratisie dla dobra firmy i jej wizerunku , na forum są rybki z akwariów gdzie pływają są zdrowe i chce tyle a tyle i d*pa zaraz targowanie cudowanie ,czasami szlak mnie trafia jak czytam jestem Polakiem i twierdze że tylko Polak morze być taki aby kupić i jeszcze żeby mu dopłacili było by super , wydaje mi się czasem że jesteśmy tak skąpi nie do wiary Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
falco66 4 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 Jak ktos z Krakowa może się dziwić że ludzie są skąpi???? Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
AnT 79 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 fajnie się to czyta sam ostatnio sprzedałem parę rybek z swojego baniak i nie tak tanio ale kto brał to widział w jakiej są kondycji czasem sam kupuje prosto z dostawy czy coś padnie - trudno moje ryzyko ale ja kupuje co już są dłużej w baniaku na sklepie to i tak patrze jak się zachowują w akwa aha - czemu się też nie zastanowiliście się jakie macie wy (kupujący)macie warunki w akwa ? to samo tyczy się korali itp. pozdrawiam Daniel Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
mariuszduch 0 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 W sumie bogatemu wszystko wolno Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
kapitan 0 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 (edytowane) Może temat oklepany ale dla mnie istotny. Jakie macie doświadczenia po zakupach w sklepach.Chodzi mi tu głównie o ryby. W ostatnim czasie prześladuje mnie pech,tak można to nazwać. Ryby kupowałem prawie zawsze z mojego ulubionego sklepu w Warszawie.Były to dwie sztuki , jedna.Za każdym razem jakaś ryba padała.Oczywiście wszystkie zasady aklimatyzacji zachowane.Wyrównanie temperatury,kropelkowa wymiana wody.Cała procedura książkowa można powiedzieć.Jednak ryby padają.Wyjaśnienia sprzedawców zawsze takie same "u nas wszystko było ok" Pewnie w moim zbiorniku coś jest nie tak ?! Były sytuacje że nawet nie docierały żywe po przebyciu 20 kilometrów do domu. Lecz tak się składało że przed zakupami w sklepie,kupowałem ryby z prywatnych zbiorników.Ryby od "znajomych" żyją , sklepowe padają.Więc o co chodzi? Tłumaczenie pracownika sklepu że to moja wina niema chyba racji bytu w takiej sytuacji.Czy jest możliwość zabezpieczenia się przed takimi sytuacjami ? Na początku godziłem się z tym, ale ile można ? W końcu przez jakiś czas uzbiera się jakaś kwota którą wydaje się na padlinę. Czy ktoś miał takie przypadki? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami. Tak to wygląda na mojej wyspie. Towar przyjeżdża z lotniska i szybko jest wypakowywany w pomieszczeniu z kwarantanną. Tam ryby przebywają przez 2 tygodnie. Oczywście można sobie je od razu zaklepać i za 2 tygodnie odebrać. Dba się o nie stresowanie ryb, pływają w przyciemnionym pomieszczeniu przez pierwsze kilka dni. Kiedy kupujemy rybę wystawioną już na sklep, dostajemy 7 dni gwarancji na nią. Jeśli padnie, to przywozimy trupa w wodzie z akwarium. Sprzedawca sprawdza amoniak, nitrat i jeśli okaże się że woda jest OK to dostajesz zwrot pieniędzy, lub możesz sobie wybrać życie za równowartość. Koralowce? Regularnie z kolegami sprowadzamy tutaj życie z Niemiec od KZ i FM. Dostawa trwa około 24h, przez ten czas paczka jest przerzucana przez różnych kurierów, celników, magazyny, samoloty, auta. I zawsze wszystko dociera 100% żywe i wyglądające zgodnie ze zdjęciem w internecie. Tymczasem w Polsce wmawia się ludziom, że ryba/koral padła bo zabiło ją 20 minut podróży samochodem. Kwestia kosztów też mnie nie przekonuje. Irlandzki sklep sprowadza swoje życie z tego samego miejsca co polski sklep. A więc jeden i drugi kupują w tej samej cenie. Irlandzki sklep stać zrobić 2 tygodnie kwarantanny, mimo że pensje pracowników to tysiące euro, czynsz to tysiące euro, prąd to tysiące euro i na koniec sprzedać wszystko w cenach bardzo zbliżonych do polskich. A dla polskiego sprzedawcy ponoszącego wielokrotnie mniejsze koszta utrzymania są one już nie do zaakceptowania. Po prostu wy jako klienci musicie sobie sami odpowiedzieć jaki stosunek do was i do własnego towaru ma wasz sprzedawca. Jak czytam wasze posty o martwych rybach walających się w sklepowych zbiornikach z których kupujecie, to jestem w szoku, tutaj nigdy czegoś takiego nie widziałem. PS. Od 2 lat (od samego początku mojej zabawy z morszczyzną) nie padła mi ani jedna ryba. Edytowane 2 Luty 2013 przez kapitan Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
falco66 4 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 Ot i odpowiedź będąca dowodem że można dostać gwarancje nawet na żywy towar. Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
mariuszduch 0 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 Ehh trochę inna kultura i podejście do klienta. Pamiętam jak będąc w Walii kupowałem preparat na kleszcze i pchły dla kota. Gość w kitlu jak aptekarz poprosił mnie o wypełnienie formularza. Gdzie mieszkam jak nazywa się kot,adres ,nr telefonu i takie tam. A jak chciałem zabrać kota ze schroniska to procedura jak przy adopcji dziecka !! Inny kraj inne obyczaje. Nie można mieć pretensji do nikogo że mieszkamy w takim kraju. Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
falco66 4 Zgłoś odpowiedź Napisano 2 Luty 2013 Można! do bociana że tu nas przyniósł w koszyczku Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach