Skocz do zawartości
mariuszduch

Ryby ze sprawdzonego źródła

Rekomendowane odpowiedzi

a może jakiś czas temu miałem wodę od tego gościa ze sklepu i było tak samo :yes:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

czytam Państwa posty i kompletnie nie rozumie o co chodzi sami sobie odpowiedzcie w duszy , ryby będą na kwarantannie 2 miesiące w sklepie oki i co to zmieni do rybki doliczyć koszty utrzymania ,czyli flawa 200zł + koszty 200 za prąd ,wode,karme i to wam pasuje kto zapłaci 400zł i do tego gość zabiera rybkę do domu i wrzuca z wora do akwarium bez aklimatyzacji na 2 dzień przychodzi i mówi że zdechło i teraz sprzedawca ma dać 2 w gratisie dla dobra firmy i jej wizerunku , na forum są rybki z akwariów gdzie pływają są zdrowe i chce tyle a tyle i d*pa zaraz targowanie cudowanie ,czasami szlak mnie trafia jak czytam jestem Polakiem i twierdze że tylko Polak morze być taki aby kupić i jeszcze żeby mu dopłacili było by super , wydaje mi się czasem że jesteśmy tak skąpi nie do wiary :dance4:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jak ktos z Krakowa może się dziwić że ludzie są skąpi???? :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

fajnie się to czyta :crazy:

sam ostatnio sprzedałem parę rybek z swojego baniak i nie tak tanio :P

ale kto brał to widział w jakiej są kondycji

czasem sam kupuje prosto z dostawy czy coś padnie - trudno moje ryzyko

ale ja kupuje co już są dłużej w baniaku na sklepie to i tak patrze jak się zachowują w akwa

aha - czemu się też nie zastanowiliście się jakie macie wy (kupujący)macie warunki w akwa ?

to samo tyczy się korali itp.

pozdrawiam Daniel

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Może temat oklepany ale dla mnie istotny.

Jakie macie doświadczenia po zakupach w sklepach.Chodzi mi tu głównie o ryby.

W ostatnim czasie prześladuje mnie pech,tak można to nazwać.

Ryby kupowałem prawie zawsze z mojego ulubionego sklepu w Warszawie.Były to dwie sztuki , jedna.Za każdym razem jakaś ryba padała.Oczywiście wszystkie zasady aklimatyzacji zachowane.Wyrównanie temperatury,kropelkowa wymiana wody.Cała procedura książkowa można powiedzieć.Jednak ryby padają.Wyjaśnienia sprzedawców zawsze takie same "u nas wszystko było ok" Pewnie w moim zbiorniku coś jest nie tak ?! Były sytuacje że nawet nie docierały żywe po przebyciu 20 kilometrów do domu. Lecz tak się składało że przed zakupami w sklepie,kupowałem ryby z prywatnych zbiorników.Ryby od "znajomych" żyją , sklepowe padają.Więc o co chodzi?

Tłumaczenie pracownika sklepu że to moja wina niema chyba racji bytu w takiej sytuacji.Czy jest możliwość zabezpieczenia się przed takimi sytuacjami ?

Na początku godziłem się z tym, ale ile można ? W końcu przez jakiś czas uzbiera się jakaś kwota którą wydaje się na padlinę. Czy ktoś miał takie przypadki? Podzielcie się swoimi spostrzeżeniami.

Tak to wygląda na mojej wyspie. Towar przyjeżdża z lotniska i szybko jest wypakowywany w pomieszczeniu z kwarantanną. Tam ryby przebywają przez 2 tygodnie. Oczywście można sobie je od razu zaklepać i za 2 tygodnie odebrać. Dba się o nie stresowanie ryb, pływają w przyciemnionym pomieszczeniu przez pierwsze kilka dni.

Kiedy kupujemy rybę wystawioną już na sklep, dostajemy 7 dni gwarancji na nią. Jeśli padnie, to przywozimy trupa w wodzie z akwarium.

Sprzedawca sprawdza amoniak, nitrat i jeśli okaże się że woda jest OK to dostajesz zwrot pieniędzy, lub możesz sobie wybrać życie za równowartość.

Koralowce? Regularnie z kolegami sprowadzamy tutaj życie z Niemiec od KZ i FM. Dostawa trwa około 24h, przez ten czas paczka jest przerzucana przez różnych kurierów, celników, magazyny, samoloty, auta.

I zawsze wszystko dociera 100% żywe i wyglądające zgodnie ze zdjęciem w internecie.

Tymczasem w Polsce wmawia się ludziom, że ryba/koral padła bo zabiło ją 20 minut podróży samochodem.

Kwestia kosztów też mnie nie przekonuje. Irlandzki sklep sprowadza swoje życie z tego samego miejsca co polski sklep.

A więc jeden i drugi kupują w tej samej cenie.

Irlandzki sklep stać zrobić 2 tygodnie kwarantanny, mimo że pensje pracowników to tysiące euro, czynsz to tysiące euro, prąd to tysiące euro i na koniec sprzedać wszystko w cenach bardzo zbliżonych do polskich.

A dla polskiego sprzedawcy ponoszącego wielokrotnie mniejsze koszta utrzymania są one już nie do zaakceptowania.

Po prostu wy jako klienci musicie sobie sami odpowiedzieć jaki stosunek do was i do własnego towaru ma wasz sprzedawca.

Jak czytam wasze posty o martwych rybach walających się w sklepowych zbiornikach z których kupujecie, to jestem w szoku, tutaj nigdy czegoś takiego nie widziałem.

PS.

Od 2 lat (od samego początku mojej zabawy z morszczyzną) nie padła mi ani jedna ryba.

Edytowane przez kapitan

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ot i odpowiedź będąca dowodem że można dostać gwarancje nawet na żywy towar.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Ehh trochę inna kultura i podejście do klienta. Pamiętam jak będąc w Walii kupowałem preparat na kleszcze i pchły dla kota. Gość w kitlu jak aptekarz poprosił mnie o wypełnienie formularza. Gdzie mieszkam jak nazywa się kot,adres ,nr telefonu i takie tam. A jak chciałem zabrać kota ze schroniska to procedura jak przy adopcji dziecka !! :)

Inny kraj inne obyczaje. Nie można mieć pretensji do nikogo że mieszkamy w takim kraju.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Można! do bociana że tu nas przyniósł w koszyczku :)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×